Apostazja.info na Facebook'u

To wbrew pozorom niełatwe pytanie, które sprawia kłopot nawet najtęższym głowom. Niestety, mało kto próbuje znaleźć na nie rzetelną odpowiedź, a już na pewno nie robi tego KRK. Kościół uważa, że fakt bycia ochrzczonym nie jest najlepszym wskaźnikiem przynależności do wspólnoty wiernych, ale nie przeszkadza mu to, aby w corocznych sprawozdaniach do GUS jako kryterium przyjmować właśnie chrzest.

Ewa Kulesza pełniąca funkcję Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych w maju 2001 roku wzięła udział w seminarium zorganizowanym przez Instytut Prawa Kanonicznego Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Stwierdziła ona wtedy, iż:

"Kościoły i związki wyznaniowe nie muszą uzyskiwać szczególnej zgody na zbieranie danych swoich członków, ponieważ sam fakt przynależności przesądza o prawie do przetwarzania danych. Oznacza to jednocześnie, że kościoły i związki wyznaniowe nie mogą bez odrębnej zgody, przetwarzać danych osób, nie będących ich członkami, osób nie należących do żadnego kościoła lub związku wyznaniowego, bądź deklarujących inne przekonania religijne lub przynależność wyznaniową".

Ale w jaki sposób precyzyjnie określić kto jest, a kto nie jest członkiem KRK? Ewa Kulesza niestety nie zna odpowiedzi na to pytanie:

Pytanie najtrudniejsze, które starałam się odsunąć ze względu na to, że szalenie trudno na nie odpowiedzieć. Być może deklaracja. Nie wiem. Przyznam się, że nawet nie zastanawiałam się nad tym, jak powinna być ta przynależność określona. Na pewno musi być to deklaracja samej osoby, której dane dotyczą. Tu chyba żadne oceny formalne nie dają się zastosować. Bo czy takim kryterium będzie np. akt chrztu? W pewnym momencie tak, ale czy rzeczywiście ten akt chrztu będzie działał jako kryterium kwalifikujące przez całe życie? Myślę, że odpowiedź na to pytanie wymaga generalniejszych przemyśleń.

Obecni na tym seminarium liczni duchowni i teologowie również nic konstruktywnego w tej kwestii nie przedstawili. Owszem, skrytykowali stosowane m.in. w Niemczech rozwiązanie polegające na określeniu przynależności wyznaniowej  przez deklarację podatkową. Stwierdzono, iż takie rozwiązanie tylko pozornie rozwiązuje kwestie formalne, jest kłopotliwe i wątpliwe. No, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że doprowadziło ono do tego, iż z niemieckich statystyk kościelnych rokrocznie ubywa około stu tysięcy wiernych, zaczynamy rozumieć na czym ta "kłopotliwość" i "wątpliwość" polega.

Jeden z gości seminarium, ksiądz Witold Adamczewski, dość rozsądnie zauważa iż:

(…) kryterium chyba powinno być ustalone przez prawo wewnętrzne danego związku wyznaniowego. Oczywiście, ktoś może zeń wystąpić w sposób formalny, np. może wystąpić z Kościoła katolickiego. Kto bowiem miałby ustalać zasady takiej przynależności? Tylko prawo wewnętrzne, zgodnie z zasadą autonomii i niezależności

Na tym zdaniu ten wątek dyskusji się urwał. Gdybym był uczestnikiem tego seminarium zakrzyknąłbym w tym miejscu: Słuszna racja! Dlaczego więc w prawie wewnętrznym Kościoła prawie niczego konkretnego na ten temat nie można znaleźć?! Z Kodeksu Prawa Kanonicznego dowiemy się jedynie, że do Kościoła zostajemy włączeni poprzez chrzest, a o formalnym wystąpieniu z Kościoła nie znajdziemy niczego. Dlaczego dopiero nagłośnienie tych kwestii w Niemczech zmusiło Papieską Radę ds. Interpretacji Tekstów Prawnych do wydania oświadczenia na temat formalnej procedury wystąpienia z KRK?

 

Odpowiedź na pytanie kto jest, a kto nie jest członkiem KRK jest istotna z wielu względów. Jednym z nich jest to, iż Ustawa o ochronie danych osobowych nakazuje związkom wyznaniowym inaczej traktować dane osobowe swoich aktualnych członków, inaczej swych byłych członków, a zupełnie inaczej osoby, które nigdy nie należały do tego związku wyznaniowego. Niestety, ani polskiemu ustawodawcy, ani polskim urzędom, ani samemu Kościołowi katolickiemu nie spieszy się aby tą sprawę wyjaśnić i uregulować. Kościołowi najwyraźniej taka sytuacja niedookreśloności odpowiada (spójrzmy na statystyki wiernych!), ale dlaczego przez tyle lat ustawodawca nie raczył się pochylić nad tym problemem? Dlatego, że jak do tej pory był to problem marginalny? Być może. Lecz rosnąca liczba apostazji w Polsce ma szansę zmienić tą sytuację.

{moscomment}